Jak my rozumiemy literacką fikcję.

Lubię zapach świeżo zaparzonej kawy. Dodałam korzennych przypraw i teraz w całym pokoju pachnie cynamonem. Na zewnątrz pogoda barowa, pies przykrył nos ogonem i udaje, że pilnuje domu, mąż wcale nie udaje, że gra na komputerze, a ja przeglądam zasoby w sieci i popijam kawę. Sielanka, ale nie żeby to było takie bezproduktywne grzebanie. Co to, to nie. Wszak trzeba się uczyć, ciągle doskonalić warsztat, podpatrywać, jak inni prowadzą swoje strony. Zaglądam więc na blogi, czytam nagłówki, prześlizguję wzrokiem po artykułach i coś mnie nagle tknęło. Wracam do nagłówków, a tam: “Pytacie mnie często…”, “Wielu z was zadaje mi pytanie…”, “Pytaliście o…”. Ha – myślę sobie – ludzie pytają blogerów, to dlaczego mnie nikt o nic nie pyta?
– Dlaczego mnie nikt o nic nie pyta? – głośno wyraziłam swoje zdziwienie.
Pomimo że w domu byli: mąż, pies, szczury, rybki, krewetki, ślimaki, kaktus, który pomimo próśb nie chce zakwitnąć, paprotki i kilka innych roślin, na odpowiedź mogłam liczyć tylko od jednego z domowników. Pies położył mi łeb na kolanie i mądrze popatrzył w oczy. Na nieszczęście, moja mądrość nie dorównuje mądrości psa i nic z tego pełnego znaczeń i treści wzroku nie zrozumiałam. Na ekranie mężowskiego monitora kostropata paskuda machnęła szponiastą łapą i zredukowała pasek życia bohatera, czyli męża, niemal o połowę. Mąż w tym czasie przeanalizował moje słowa, odwrócił się od ekranu, spojrzał na, mnie może nie tak inteligentnie jak pies, ale jednak, i udzielił bezpiecznej odpowiedzi.
– Ale o co ci chodzi?
– Nikt mi nie zadaje pytań – powtórzyłam. – Czytelnicy piszą do blogerów, zadają im pytania, a mi nie? Jeśli nawet mnie o coś pytają, to tylko na czacie, w prywatnych rozmowach. Przecież nie powiem, żeby poczekali na blogowy wpis, w którym udzielę im odpowiedzi. A w ogóle, to mało mi pytań zadają i jakieś takie mało filozoficzne. O technikalia, o parametry, o filtry i ogniskowe. Nikt nie spyta o sens życia, względność upływającego czasu, czy dylemat Fausta.
– A te blogerki to o co ludzie pytają?
– O odżywkę do paznokci i lakiery, ale nie w tym rzecz.
Paskuda na monitorze szyderczo zarechotała, wybiła się z obu potężnych nóg i skoczyła na bohatera, czyli postać męża, przygważdżając go do ziemi.
– Ojej, też napisz, że czytelnicy do ciebie piszą i cię pytają – powiedział niezrażony, wczytując save, który przezornie zrobił przed walką.
– Ale to będzie oszustwo.
– Nie, to będzie literacka fikcja – powiedział – taka maniera. Wpisanie się w obowiązujący styl.
Odwrócił się do monitora, bo save się właśnie zaczytał, a ja pomyślałam, czemu nie? Może ma rację.
Zatem, kochani, jestem już zmęczona waszymi pytaniami. Nie mogę wyjść z domu, bo przed gankiem tłum wywiesił transparenty i skanduje moje imię. Pani Zosia ze spożywczego z przebiegłym uśmiechem chowa za plecami bułki i nie chce mi ich sprzedać dopóki nie odpowiem na jej pytania. Niby przypadkowi przechodnie czepiają się moich rękawów, nogawek, ciągną za sweter, szarpią poły płaszcza i wciskają w kieszenie karteczki zapisane drobnym pismem z obu stron. I oni wszyscy pytają o…

Co robicie na co dzień?
– we Wrocławiu,
– zakupy.
– czy lubicie zwierzęta?
– umiecie gotować?
– jak dbacie o linię? (1)
– jak dbacie o linię? (2)
– lubicie roślinki?
– uprawiacie jakieś sporty? (1)
 – uprawiacie jakieś sporty? (2)
 – uprawiacie jakieś sporty? (3)

Wierzycie w moc kamieni?
Gdzie jeździcie na wycieczki?
Gdzie publikujesz?
Jak mam się wygiąć, żeby ładnie wyjść na zdjęciu?
Dlaczego to zdjęcie jest takie ciemne?
Co się dzieje z Krychą?
Publikujecie na blogu opowiadania?
Robicie wpisy okolicznościowe?

 

No Comments Yet.

Leave a comment