Udko kurczaka, ogórek kiszony i rowerArek obiektywem – Wąwóz MyśliborskiArek obiektywem – “Upalny letni dzień”Arek – obiektywem: “Organy Wielisławskie”

Udko kurczaka, ogórek kiszony i rower

  • DSC_2573
  • ARK_0318
  • DSC_0527
  • DSC_0566
  • DSC_0715
  • DSC_0733
  • DSC_4321
  • Monika-022
  • P2280004
  • P2280005



Tak sobie myślę, że życie jest jednak zaskakujące.
Kilka dni temu, gdy przyszedłem do domu, żona postawiła przede mną obiad, a sama, zamiast zająć się swoimi kobiecymi rozrywkami, usiadła przede mną i łypie. Na mnie łypie. Ha, pomyślałem sobie, coś knuje, już ja to łypanie znam. Nie będę się odzywał, co jej będę ułatwiał. Jak ją znam, zaraz sama zacznie. Tak mimochodem, że niby przypadkiem, że właśnie jej przyszło do głowy.
– A wiesz, że chorobie wieńcowej sprzyja siedzący tryb życia? – wypaliła.
Właśnie wgryzałem się w kurzęce udko, więc nijak odpowiedzieć nie mogłem. Wzruszyłem ramionami, wytrzeszczyłem oczy i natychmiast aromatyczną tłustość zagryzłem kiszonym ogórkiem. W końcu, warzywa są zdrowe, każdy to wie. Przeżuwając, zastanawiałem się, jak delikatnie zwrócić jej uwagę na niestosowność takich komentarzy. Zwłaszcza podczas posiłku. Ale, nim zdążyłem przełknąć, wywnioskowałem z jej monologu, że już doszyliśmy do wniosku, że przytyłem, że w ogóle się nie ruszam, a w moim wieku to bardzo niezdrowo jest, tak się nie ruszać, i właściwie, to przydałby mi się rower, a skoro już i tak będę jeździł, możemy jeździć razem.
Chapnąłem resztę nieszczęsnego ogórka i uznałem, że się nie będę odzywał, jeszcze zaordynuje dietę. Odpaliłem komputer i zacząłem szukać niezbędnego sprzętu. Dziwne, godzinę wcześniej nie miałem pojęcia, że tyle rzeczy jest mi niezbędnych do życia. Aha, wiecie, że kolor kasku można dobrać kolorystycznie do ramy?
Właśnie wróciliśmy z pierwszej wycieczki. Prosto ze sklepu poszusowaliśmy do parku. Prędkości zawrotnych nie było mi dane rozwinąć, ale i tak było miło. I trochę chłodno.
Na tyle chłodno, że fotki zamieszczę niebawem.

Aktualizacja 2016-02-29

Oto i obiecane fotki, na których możecie zobaczyć krajobrazy legnickiego parku jak i wehikuł, którym się przemieszczałem.

Spis treści

Arek obiektywem – Wąwóz Myśliborski

  • Obraz-033
  • Obraz-059
  • Obraz-070
  • Obraz-075
  • Obraz-083
  • Obraz-094

Zorganizowali mi sobotę. Co z tego, że cały tydzień uczciwie i ciężko pracuję, snując fantazje na temat weekendowego nieróbstwa i relaksu?

No nie może sobie człowiek poleżeć na kanapie i popatrzeć w telewizor. A pokazują prawdziwe cuda. Sporty zimowe, proszę państwa. Tylko piwko, serniczek, puchaty jak poduszka, i delektowanie się specjałami, gdy inni, to znaczy, ci w telewizji, męczą się na stokach i szlakach.
Tak sobie wymarzyłem i tak zaplanowałem. Kupiłem już nawet sześciopaka i sernik… i rower.

Się babie zachciało jeździć. Wspominałem, że nie umie? Nie wspominałem, zatem mówię teraz. Trzeba naumieć. Cóż było czynić? Zapakowałem towarzystwo w samochód, wcisnąłem rower do bagażnika i miast podziwiać wyczyny sportowców, tłumaczyłem, dlaczego nie należy patrzeć na kółko, a przed siebie, że przerzutka nie jest elementem złośliwie dodanym przez producenta, który ma zwiększyć wagę i stopień komplikacji sprzętu, że kask nie musi kolorystycznie pasować do butów, a naciśnięcie hamulca wcale nie spowoduje, że rowerzysta przeleci nad kierownicą i wbije się twarzą w przydrożne zarośla rozmazując makijaż i niszcząc fryzurę.
Ale i tak było przyjemnie. Wąwóz Myśliborski koło Jawora, jak zawsze, malowniczy, choć dziś nieco błotnisty i wietrzny.
Zapraszam do podziwiania, i na zdjęciach, i osobiście.

Spis treści

Arek obiektywem – “Upalny letni dzień”

  • ARK_0112
  • ARK_0115
  • ARK_0121
  • ARK_0123
  • ARK_0134
  • ARK_0135
  • ARK_0139
  • ARK_0147
  • ARK_0156
  • ARK_0163
  • DSC_6645
  • DSC_6667
  • DSC_6673
  • DSC_6689

Upalne lato dawało się nam we znaki.

– Łee, znów nad wodę – marudziła Ona. – Może w góry?

–  Było. – Nie pozostawałem dłużny.

Widać, temperatura otoczenia miała na nas ogromny wpływ, gdyż w poszukiwaniu ciekawych plenerów zdecydowaliśmy się na podróż do Jaworzyny Śląskiej. Tak, do Jaworzyny Śląskiej, do muzeum kolejnictwa. Chłodniej tam raczej nie będzie, ale może uda się zrobić kilka ciekawych ujęć. Spakowaliśmy sprzęt i w drogę.

Kupiliśmy bilety, coś do picia i przyłączyliśmy się do grupy turystów. Przyznaję, jestem kompletnym laikiem jeśli chodzi o kolejnictwo, więc z zapartym tchem, zapoznawałem się z historią eksponatów. Piszę „eksponaty”, bo jakbym napisał: „najstarsza czynna lokomotywa spalinowa w Polsce – DEUTZ OMZ122R 33124 z 1940 r”, to dla laika byłby bełkot niezwiązany z żadnym konkretnym desygnatem, dla pasjonata niewnoszący niczego nowego truizm. Ekspozycja jest spora. Od parowozów i wagonów po elementy dawnego umundurowania i wyposażenia pracowników kolei. Szczerze się wzruszyłem na widok starej kasy biletowej i pojawiły się wspomnienia, że bilet z tekturki, jaki pamiętam z dzieciństwa, jest muzealnym eksponatem.

Bardzo zabawnie było na wystawie starego sprzętu agd, gdzie zorientowałem się, że większość urządzeń jest mi znana. Nutka nostalgii non stop rywalizowała z dudniącym werblami bębnem, że chyba naprawdę jestem wiekowy.

W samym muzeum odbywają się cykliczne imprezy propagujące wiedzę na temat kolejnictwa. Corocznie odbywa się „gala parowozów”, gdzie można zobaczyć zabytkowe cudeńka, czynne, „na chodzie” i z różnych krajów. Dzieciaki z pewnością będą zachwycone możliwością przejażdżki trasą parowozową.

Więcej na temat trasy parowozowej znajdziecie tutaj

Spis treści

Arek – obiektywem: “Organy Wielisławskie”

  • DSC_7103x
  • ARK_0395
  • ARK_0399
  • ARK_0346
  • ARK_0345
  • ARK_0343
  • ARK_0339
  • ARK_0330
  • DSC_7068xx
  • ARK_0354
  • DSC_7186x
  • DSC_7113x
  • DSC_7113x
  • DSC_7103x

Organy Wielisławskie

Za każdym razem, gdy jechaliśmy do Szklarskiej Poręby, mijaliśmy niezwykłą formację skalną. Przez lata obiecywaliśmy sobie, że następnym razem, za tydzień, za miesiąc, w bliżej nieokreślonej przyszłości, zatrzymamy się właśnie tutaj i obejrzymy z bliska urwisko. Aż nadszedł dzień, gdy zdecydowaliśmy, że już najwyższy czas, że nie ma sensu dłużej tego odkładać, że jak nie dziś, to właściwie kiedy?

Aparaty do plecaków i w drogę. Pomiędzy wsią Różana a miejscowością Sędziszowa zjechaliśmy w kierunku młyna. Pierwsze zaskoczenie, elegancki parking i informacja, że teren jest prywatny. Nie wiedzieliśmy, czy wolno nam się tu zatrzymać, ale bez problemów znaleźliśmy właścicieli hotelu i okolicznych terenów (w tym parkingu) i po krótkiej rozmowie, zostaliśmy zaproszeni do zwiedzenia starego, przerobionego na hotel młyna. Gospodarze poświęcili nam czas, opowiedzieli o historii budynku i okolicznych terenów. Z nieukrywaną dumą pokazali odrestaurowane elementy starej zabudowy i wchodzące w skład wystroju wnętrza fragmenty dawnych urządzeń. Połączenie nowoczesnych rozwiązań z zabytkowym wyposażeniem nadaje lokalowi niezwykle przyjemny charakter. Miłośnicy staroci znajdą tu mnóstwo trybików, zębatek, starych belek i drewnianych kół; na fanów fantastyki czeka na piętrze niezwykły żelazny Golum. Zaopatrzeni przez gospodarzy „Młynu Wielisław” w przewodniki, ruszyliśmy malowniczą ścieżką wzdłuż odrestaurowanej grobli.

Trasa jest niezwykle przyjemna, ale jeśli ktoś miałby życzenie dotrzeć do punktu widokowego, z którego rozpościera się panorama na Góry Kaczawskie, powinien przygotować się do dłuższej wspinaczki. Miejscami podejścia są dosyć ostre, ale widoki rekompensują podjęty trud. Same organy wyglądają imponująco i żadna fotografia nie odda ogromu i piękna tej formacji skalnej.

DSC_7103x

Spis treści