Stare maszyny i nowoczesne petardy

– Zobacz, jaka ta jest piękna – wzdycha znad komputera.

Natychmiast westchnąłem, choć jeszcze nie wiem do czego, ale i tak będę musiał wydać dźwięk zachwytu, więc wolę wcześniej, później może mi umknąć. A tak, mam odbębnione. Spozieram znad jej ramienia i przytakuję. A co, nie będę się spierał. Nie widzę w złomie niczego pięknego, ale może po prostu się nie znam. A żona od rana ogląda zdjęcia starych maszyn do pisania. Topornie żelaznych z okrągłymi klawiszami na długich dźwigniach. No cóż, czasem tak ma. Dopada ją nostalgia i ogląda starocie. Raz są to maszyny, innym razem podarte książki z nadpleśniałą okładką, a czasem zaśniedziała biżuteria.

– Cudowna – mówię i idę napełnić kanistry wodą, bo przecież rybkom trzeba posprzątać.

– Kiedyś to wszystko było piękne – rzuca za mną.

Aha, myślę sobie, nostalgia. Teraz nie da się spławić. Zaraz usłyszę, jak to kiedyś, w dawnych czasach funkcjonalność i estetyka przedmiotu szły w parze. Tak ramię w ramię maszerowały, a świat i zamieszkujący go ludzie byli dzięki temu szczęśliwi. A dziś rzeczy są złe. Są nowoczesne, a estetykę  zarzucono na korzyść funkcjonalności. Przytakuję, a co mi tam, choć zaraz mam przed oczami sielski obrazek klęczących na kamieniu kobiet, trących na tarach zabrudzone ubrania i z nostalgią dywagujących nad estetyką kijanek, które miały i wdzięk i piękno, i chlupoczący powab, a zarzucono je na rzecz funkcjonalności nieładnej tary.

– Notesy mi się skończyły. – Wyrwała mnie z rozmyślań.

Ma wyczucie skubana. Moje wydumane praczki właśnie doszły do wniosku, że są wyzyskiwane, żądają równouprawnienia i właśnie zrzucały giezła, by spalić staniki. Oszołomiony widokiem, którego nie dane mi było ujrzeć, pytam:

– Kupić ci, czy sobie sitkiem papieru naczerpiesz?

Sfochała się. Zupełnie nie wiem czemu.

Co roku jeździmy do Pardubic. Bo to wcale nie tak daleko. Trasa malownicza, a na miejscu coś, co każdego faceta przyprawia o dreszcze. Nawet jeśli się nie przyznaje, wierzcie mi, odczuwa.

YAS 39C Gripen pruje niebo jak szerszeń.

ARK_2785xx

Z dudniącym buczenieniem zniża lot, a ja czuję w żołądku walenie tamtamów. Jest moc, jest siła, i jest proszę państwa piękno. Żona gdzieś zniknęła, myślę sobie, pewnie przy którymś straganie ogląda fatałaszki i piernikowe serduszka. Traci taki widok, taką emocję. Poszukam jej, myślę sobie, niech też zobaczy. Szukam miedzy kramami, ale nic z tych rzeczy. Ogląda Polikarpova Po-2.

ARK_1738x

Ha – pomyślałem – ma dziewczyna nosa, wyczuła, albo gdzieś wyszperała, że Kukuruźnika pilotowały kobiety. Sławne Nachthexen musiały podziałać na wyobraźnię.

– Jakie ma ładne skrzydełka. – Sprowadziła mnie szybko na ziemię.

– Będzie dziś latał – mówię i już się cieszę, że znalazła coś dla siebie. – Patrz na tego – Pokazałem palcem, bo właśnie, rycząc jak tur, przeleciał nad placem Messerschmitt 262 Schwalbe.

ARK_1707xx

Cacuszko. Wrażenie takie, że klękajcie narody i jeszcze czapki z głów. Popatrzyła i polazła pstrykać Fokkera Dr.1. Ja rozumiem, nostalgia, ale on dziś nawet nie latał. Stał jak nie przymierzając, czerwony kaktus wbity w płytę lotniska. No, ale o gustach się nie dyskutuje.

Zatem byliśmy na jednych pokazach, a fotki mamy jak z dwóch różnych. Nowoczesne torpedy i rozklekotane starocie eleganckie maszyny z duszą.

A w domu znów otwarła strony z maszynami do pisania. Pytam się:

– Chcesz?

– No, klawiaturę z niskim skokiem i z wbudowanym trackballem.

I jak to zrozumieć?

No Comments Yet.

Leave a comment